Samoakceptacja
Dzisiejsze
przemyślenia wywołała we mnie wiadomość od pewnej osoby, która
zaproponowała mi napisanie postu o samoakceptacji. (Przy okazji,
pozdrawiam Cię ;)).
Rzeczywiście jest to temat, nad którym można się bardzo długo zastanawiać. No i tak w mojej głowie pojawiły się kolejne, niezbyt przyjemne myśli.
Rzeczywiście jest to temat, nad którym można się bardzo długo zastanawiać. No i tak w mojej głowie pojawiły się kolejne, niezbyt przyjemne myśli.
Bo przecież kto z nas nie ma
problemu z zaakceptowaniem wszystkich swoich niedoskonałości? Kto
nie ma kompleksów? Znalezienie takiej osoby graniczy z cudem. Być
może łatwiejszym zadaniem okazałoby się znalezienie kogoś, kto
widzi u siebie więcej zalet niż wad. Jednak to również nie lada
wyzwanie. Pytanie: dlaczego tak się dzieje? Co spowodowało taki
stan u praktycznie całej ludzkości? Łatwo można wywnioskować, że
ludzie. Sami sobie gotujemy ten los. Jak? Odpowiedź wydaje się
prosta, ale zanim ją przedstawię, chciałabym, żebyście
przypomnieli sobie, ile razy w otoczeniu osób, które teoretycznie
możecie nazwać "przyjaciółmi" zostaliście
skrytykowani, nawet choćby dla żartu, ale mimo wszystko poczuliście
się urażeni, zrobiło Wam się przykro. Jeśli ktoś nie miał
takiej sytuacji, to ma powód do radości. Teraz powróćmy do
pytania. (Jak to się stało, że praktycznie każdy z nas ma problem
z samoakceptacją?) Powiedzmy sobie szczerze, żyjemy w świecie, w
którym króluje sarkazm. Jest po prostu "modny" w
dzisiejszych czasach. (Swoją drogą to nawet zadziwiające, jak nasz
sposób konwersacji ewoluuje). Ironia wychodzi z naszych ust częściej
niż szczera pochwała. Już nawet nie będę się zatrzymywać przy
tej ironii, bo, jak wiadomo, jest to tekst specjalnie wymierzony.
Tylko po co? Dla zaspokojenia własnych potrzeb? Dla poczucia
wyższości? Kim trzeba być, jeśli radość czerpie się ze
sprawiania przykrości innym? Byle tylko z kogoś złośliwie
zażartować. Tyle że tej osobie na pewno nie jest do śmiechu. (Nad
tym oczywiście można dyskutować. Jak wiadomo, każdy ma inne
poczucie humoru. Ale żeby była jasność: nie mówię tutaj o
sytuacjach, w których używamy sarkazmu w sposób, który nie ma na
celu urażenia drugiej osoby). Można pomyśleć, że to tylko
niewinny żart, ale czy na pewno? Według mnie może wyrządzić dużo
zła, na przykład zapoczątkować cały proces obniżania samooceny.
Łatwo można zauważyć, że przestajemy dostrzegać pozytywne
rzeczy, coraz częściej na pierwszy plan przebijają się te
negatywne. Nic dziwnego. Jesteśmy już do tego przyzwyczajeni,
codziennie wystawiani na krytykę, która pojawia się z każdej
strony. Negatywna opinia może bardzo zranić. I moim zdaniem
nie ma nic bardziej mylnego od stwierdzenia "nie przejmuję się
tym, co inni o mnie myślą". Oczywiście każdy ma inną
wrażliwość, inaczej reaguje, inaczej przeżywa, ale mimo wszystko
zawsze jakaś cząstka, nawet najbardziej odległa odczuwa smutek,
może nawet złość. Przecież nikt nie jest niezniszczalny, choć
na pozór może się taki wydawać. Ale to tylko maska, która chroni
przed rzeczywistością. Jest to przykład na to, jak świat zmusza
nas do bycia fałszywym. Zamykamy się w sobie, zabierając wszystkie
uczucia do środka i zatrzaskując drzwi na 3 spusty. Przed innymi
gramy twardych i silnych, boimy się pokazać z prawdziwej strony.
Wynika to z przekonania, że spodziewamy się jedynie krytyki. Nie
umiemy pokazać tego, co naprawdę czujemy. Powiedzieć tego, co
naprawdę myślimy. Robimy i mówimy to, co nasz rozmówca chce
usłyszeć, z czego będzie zadowolony i za co będzie nas nadal
lubił. Powód jest prosty: wstydzimy się być sobą, bo
wiemy, że możemy zostać wyśmiani, odrzuceni. I w ten sposób
samoakceptacja wciąż spada i spada. Na siłę znajdujemy u siebie
coraz więcej wad, które dotyczą zarówno wyglądu zewnętrznego,
jak i wewnętrznego. Nie umiemy się już cieszyć z małych
sukcesów. Rośnie w nas przekonanie, że jeśli ponieśliśmy jedną
porażkę, to wszystkie inne próby osiągnięcia jakiegoś celu
zakończą się tak samo. Marzenia i cele znikają, a wraz z nimi
zanika wyobraźnia, która porywa ze sobą kreatywność. Rośnie w
nas poczucie, że wszystko robimy źle i do niczego się nie
nadajemy. Czyż nie tak właśnie jest? U większości z pewnością
właśnie tak to wygląda. Dlatego w dzisiejszych czasach sztuką
jest akceptowanie siebie jak i innych takimi, jacy są.
A
przecież nie trzeba wiele wysiłku, żeby to zmienić. Nauczmy się
doceniać, szanować, przymykać oko na wady swoje i innych.
Zacznijmy zauważać więcej pozytywnych rzeczy. W każdej,
nawet najgorszej sytuacji dopatrujmy się czegoś dobrego.
Starajmy się wyrażać negatywne opinie w delikatny sposób, nie
urażając nikogo. I co najważniejsze - bądźmy we wszystkich
swoich działaniach szczerzy. Czyż świat nie byłby o wiele
piękniejszy?

Bardzo fajny post :) Życzę powodzenia w prowadzeniu bloga <3
OdpowiedzUsuńDziękuję, takie słowa bardzo mnie motywują do dalszego pisania <3
UsuńDla mnie temat akceptacji był jak rzeka, ale z wiekiem przemija i umiem akceptowac każdy swój cal, ale widze też wady do poprawienie :) pozdrawiam
OdpowiedzUsuńTo bardzo się cieszę, że tak się stało :)
UsuńUwielbiam takie posty i to bardzo :))
OdpowiedzUsuńBardzo mi miło <3
Usuńświetny post :)
OdpowiedzUsuńDziękuję! :)
Usuń"Ludzie lubią komplikować sobie życie, mimo że samo w sobie jest już wystarczająco skomplikowane."
OdpowiedzUsuńFaktycznie, prościej byłoby zaakceptować siebie. Tylko to nie jest takie proste, trzeba trafić na odpowiednią osobę, grupę ludzi. Potrzebny jest nam przykład osoby, która (nawet udając i kryjąc swoje kompleksy) potrafi przy ludziach żartować, że jest piękna i wspaniała. Kiedy "śmieszkujemy" w taki sposób, to jednak w środku odzywa się jakiś głosik, że może nie wszystkie kompleksy są prawdziwe.
Ważne jest też, żeby spojrzeć na siebie inaczej. Nie tak z nienawiścią. Tylko jest to strasznie trudne. Trudno jest dostrzegać swoje zalety pośród miliona wad. Oczywiście, można znaleźć miliard złotych rad. W moim przypadku znalezienie grupy ludzi, z którymi mogę porozmawiać o problemach dnia codziennego pomaga, bo nie czuję się zostawiona sama sobie.
Pozdrawiam!
Zgadzam się z Tobą. Znalezienie takiej osoby rzeczywiście dużo może pomóc, ale problem w tym, że niestety nie zawsze jest łatwo trafić na kogoś takiego.
UsuńPozdrawiam! :)
O, ciekawy blog. Nie sądziłam, że takie istnieją. Zostaję na dłużej! Pozdrawiam :*
OdpowiedzUsuńDziękuję, bardzo mi miło <3
UsuńRównież pozdrawiam :)
Sztuka zaakceptowania siebie samego jest bardzo trudna, ale warta poświęcenia sobie trochę uwagi :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko;) Tak Po Prostu BLOG
Dokładnie :)
UsuńRównież pozdrawiam! <3
Bardzo fajny post ! Lubię takie mądre wpisy ;) Niestety ja mam problem z samoakceptacją ;/ ale staram się z tym walczyć ;)
OdpowiedzUsuńMój blog Pozdrawiam i obserwuje ;)
Dziękuję za miłe słowa :)
UsuńJeśli chciałabyś popisać na ten temat, daj znać ;)
Może jakoś uda mi się pomóc Ci zwalczyć ten problem <3
Trzymaj się Kochana!
ciekawy post, życzę powodzenia w dalszym blogowaniu:)
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję :)
UsuńDzięki, na pewno zajrzę :)
OdpowiedzUsuńLubię czytać tego rodzaju posty, zawsze można się czegoś nowe dowiedzieć. Bardzo fajnie napisane i życzę powodzenia w dalszym blogowaniu ;)
OdpowiedzUsuńhttp://livetourevel.blogspot.com/2017/02/liscie-manuka-ziaja.html
Bardzo mi miło! <3
Usuńdobrze napisane :)
OdpowiedzUsuńhttp://bit.ly/2kiB0Wc
Dziękuję :)
UsuńDzięki za dobrą lekturę :) Akceptacja samego siebie jest wg mnie trudna, przynajmniej u mnie :) Pozdrawiam ciepło.
OdpowiedzUsuńagnesssja.blogspot.com
To prawda, jest trudna, ale warto nad nią pracować. :)
UsuńPozdrawiam!