Niepokój i martwienie się
Dzisiejszy wpis poświęce, jak się okazuje, coraz częstrzym problemem współczesnego świata, jakim jest martwienie się. Jest to bardzo szerokie pojęcie. Zamartwianie się jest może nie tyle problemem, co refleksją, z której rodzą się problemy. Niepokój dręczy umysł, oddala wszystkie inne myśli. W ten sposób z jednego zmartwienia rodzą się kolejne, które natomiast przypominają o poprzednich. Refleksja nie jest oczywiście niczym złym - dzięki niej możemy przeanalizować problem i znaleźć najlepsze wyjście z danej sytuacji. Jednak kiedy przemienia się ona w melodramatyczny monolog, pojawia się problem. Dlatego ważne jest, aby nie popadać w paranoję i na spokojnie zastanowić się nad konsekwencjami wyborów, których musimy dokonać, aby wyjść z trudnej sytuacji. Jak wiadomo, nie zawsze jest to takie proste. Wszystko zależy od powagi tej sytuacji.
Powodów do zmartwień może być mnóstwo. Ale dlaczego mamy skłonność do częstego martwienia się? Żyjąc w ciągłym biegu, stresie, mając na głowie tyle spraw do ogarnięcia, łatwo zaplątać się w tym wszystkim. Na codzień zmagamy się z rzeczywistością, czujnie obserwując otaczający nasz świat. Martwiąc się, skupiamy się tylko i wyłącznie właśnie na tej czynności. Zastanówmy się, na czym polega zamartwianie się. Jest to na pewno wywołanie w naszych myślach jakiejś obawy, zagrożenia. Martwimy się, bo czujemy, że nasza obecna sytuacja jest niebezpieczna, niepokojąca, opresyjna. Właśnie dlatego nie potrafimy skupić się na niczym innym, jak właśnie na zamartwianiu się. Nasz umysł ignoruje i odpycha wszelkie inne myśl, koncentrując się tylko i wyłącznie na wymyśleniu skutecznego sposobu rozwiązania problemu. Martwienie się nie będzie trwało oczywiście wiecznie. Jest to zjawisko przejściowe. Czas zależy od osoby i sytuacji, w jakiej się ona znajduje, każdy przypadek jest indywidualny. Niepokój znika w momencie, kiedy znajdziemy racjonalne rozwiązanie problemu i przejdziemy do zrealizowania planu wyjścia z opresji. Zmartwienie będzie powoli zanikać, a nasz umysł poda nam na tacy myśli, które zagubiły się podczas całego procesu zamartwiania się.
Największe skłonności do martwienia się mają ci, którzy bez jakiegokolwiek optymizmu spoglądają na życie. Czyli takie osoby, które nie potrafią znaleźć niczego pozytywnego w nawet nienajgorszej sytuacji. Są negatywnie nastawieni do innych, nie ma w nich cienia nadziei na to, że może spotkać ich coś dobrego. Zazwyczaj są to po prostu osoby, które zostały niesprawiedliwie potraktowane przez życie, a o to nie trudno w naszych czasach. Dążymy do doskonałości, do perfekcji, przez to też nie możemy być sobą. Żyje w nas przekonanie, że jeśli będziemy idealni, nie będziemy mieli powodów do zamartwiania się. Dlaczego? Bo przecież ogólnym powodem, poprzez który rodzą się zmartwienia, jest nasze poczucie, że coś zrobiliśmy źle. Często takie odczucia wywołują w nas inni, na przykład negatywnie komentując nasze poczynania. (Znowu nawinął się temat krytyki, bez tego chyba ani rusz w naszych czasach!) Zatrzymując się jeszcze na chwilkę przy tym właśnie powodzie zamartwiania się, chciałabym zauważyć, że te właśnie komentarze wywołują bardzo silne niepokoje. Nasz umysł wypełnia się obawami, nie myśląc o niczym innym, jak tylko o tym, co ta osoba teraz o nas pomyśli. A to natomiast świadczy o tym, że nazbyt przejmujemy się opiniami innych na nasz temat, zależy nam, żeby dobrze wypaść w ich oczach. Nie mówię, że to źle. Sęk w tym, że przez to udajemy kogoś, kim nie jesteśmy. To oczywiście jest tylko jeden z licznych przykładów zmartwień. Powód do niepokoju znajdziemy w bardzo prosty sposób. Na najbardziej banalnych zmartwieniach rozpoczynając (np. dramat w ulubionym serialu), a na tych największych i najgorszych kończąc (np. choroba, rozwód, utrata pracy). Cięższym zadaniem zdecydowanie jest pozbycie się zmartwień. Jest to proces wymagający dużego wysiłku, jakim jest skuteczne rozprawienie się z problemem.
Robi się bardzo niebezpiecznie, kiedy niepokój i zmartwienia pojawiają się zbyt często. Sprawia to, że przestajemy odnajdywać nowe, kreatywne i pozytywne rozwiązania sytuacji. Co więcej, widzimy problemy tam, gdzie ich nie ma, i jesteśmy jedynymi osobami, które je widzą. Krócej mówiąc: wymyślamy je. To natomiast może przeobrażać się w napady lękowe, które z czasem mogą stać się fobiami. A dlaczego pojawiają się zbyt często? Mnie się wydaje, że mamy skłonności do drążenia tematu, rozdrapywania starych ran, które często w ten sposób powiększamy, wywołując kolejne nieprzyjemne myśli.
W takim razie co zrobić, żeby nie popadać w paranoję, kiedy mamy powody do zmartwień? Przede wszystkim należy zachować spokój, trzymać emocje na wodzy. Dzięki temu będziemy mieli szansę na precyzyjne przyjrzenie się każdemu rozwiązaniu i szybciej znajdziemy odpowiednie wyjście z sytuacji. Czasem potrzeba wielu starań, aby nabyć umiejętności szybkiego opanowywania się, ale jeśli naprawdę się chce, wszystkiego można dokonać ciężką pracą nad sobą.

Zamartwianie rodzi depresje, wiem po sobie a z tego ciężko wyjść. Depresja prowadzi też do zabójstw. Moja koleżanka popełniła samobójstwo bo nie zniosła presji z otoczenia i leczenie było niezbyt efektowne. Tęsknię za nią :(
OdpowiedzUsuńlomcia.hol.es
Jejku, bardzo Ci współczuję. Takie przeżycia są okropne i na zawsze pozostają w pamięci. Bardzo mi przykro :(
UsuńJak będziesz chciała się wyżalić lub po prostu popisać, daj znać.
moja mama zawsze odkąd pamietam zamartwiała się o wszystko, jak byłam w szkole o to że coś mi się stanie, jak byłam poza nią o to że ktoś mnie napadnie, jak się spóźniałam to wg niej ktoś na mnie napadł. Zawsze ją prosiłam o zmianę nastawienia ale się nie da, niestety
OdpowiedzUsuńMamy chcą dla swoich dzieci jak najlepiej, dlatego często popadają w paranoję na punkcie bezpieczeństwa. Porozmawiaj z nią na spokojnie, wytłumacz, dlaczego nie powinna się tak o Ciebie martwić. :)
UsuńPozdrawiam! :)
Moim sprawdzonym sposobem na zamartwianie się jest zajęcie czymś głowy, skupienie się na czymś innym. Dobrze działa za głośne słuchanie muzyki, mocny trening, albo zrobienie czegoś dla siebie, jak na przykład domowe spa. Takie są moje sposoby, sprawdzone! :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Super! :D
UsuńJa nie mam sposobu na zamartwianie się - jak trzeba to trzeba i nie ma co się tym przejmować. Można czasami jedynie "uciec" od zamartwiania się, ale to i tak wcześniej czy później wróci. Jesteśmy tylko ludźmi w końcu :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
UsuńPrzede wszystkim nie wyolbrzymiać, a jak już się wyolbrzymiło, to umniejszać.
OdpowiedzUsuńI przerobić temat. Będzie kolejny, ale dzięki przerobieniu większe prawdopodobieństwo, że obecny nie wróci.
Czy nie wróci, to nie byłabym taka pewna ;)
UsuńAle jeśli o umniejszanie chodzi, to jak najbardziej :)
Pozdrawiam ♥
A jak kogoś dopadnie bezradność? To co wtedy? Bo ja nie znalazłam "lekarstwa". Bardzo fajny blog, fajnie piszesz.
OdpowiedzUsuńJak dopadnie bezradność, to najlepiej, żeby wkroczyły osoby trzecie, które z tą bezradnością pomogą się uporać ;)
UsuńPrzyjaciele, a jeśli to nie wystarczy, to specjalista.
Oczywiście można również próbować samemu zmotywować się do pokonania tego stanu.
Pozdrawiam, trzymaj się ♥