Nienawiść

Znowu przerwa. Jakoś nie mam ostatnio czasu, żeby zebrać myśli. Ach ten czas... No właśnie... Bo czym jest życie jak nie upływającymi sekundami, minutami, godzinami, dniami, miesiącami i w końcu latami? I tylko od nas zależy, jak nam ten czas upłynie. Kwestia podejścia. A czy nie byłoby fajnie powiedzieć sobie pod koniec "było super!"? No tak... Łatwo mówić. Bo jak żyć po swojemu w tym pełnym nienawiści świecie? Jak żyć zgodnie ze swoimi zasadami, przekonaniami, skoro wszyscy oczekują, że będziemy zgadzać się z ich zdaniem? Bardzo często trudno jest wyrazić swoją opinię, bo zaraz spadnie fala krytyki. Już nie wystarczy szanować czyichś poglądów, ludzie oczekują, że będziemy się z nimi zgadzać. A jak nie, to do widzenia. "Jak masz inne zdanie, to nara". No i tak to mniej więcej wygląda. Ale wiecie co? To nawet lepiej. Widocznie tacy ludzie nie są warci Waszego zainteresowania. Dobra wiem, słyszeliście to milion razy, ale taka prawda. To chyba tyle w temacie. Albo jeszcze chwilkę się na tym zatrzymam. Z tym zainteresowaniem... Zastanówcie się przez chwilę. Pewnie każdy z nas ma w swoim otoczeniu osobę, która na nas totalnie nie zasługuje i doskonale o tym wiemy. Osobę, która swoim zachowaniem często dawała nam do zrozumienia, co tak naprawdę o nas myśli. Swoimi słowami niejednokrotnie nas raniła. I w pełni zdajemy sobie sprawę, że tak naprawdę już dawno powinniśmy zakończyć tę relację. A jednak tak ciężko się od niej uwolnić. Zabawne, nie? Wielokrotnie nas rani, przezywa, wyśmiewa, sprawa ból, wywołuje cierpienie, a i tak przy niej trwamy. Nie mówię tu o przyjaźniach, broń Boże, tego nie można nazwać przyjaźnią. Związkiem tym bardziej nie. W takim razie co to jest? Odpowiedź jest prosta: nieodwzajemniona miłość lub coś znacznie gorszego: osoba krytykująca uważa się za władcę, a my jesteśmy poddanymi. Tak to działa. Ma tę przewagę, że potrafi nieźle manipulować. A my ulegamy, chociaż wiemy, że już dawno powinniśmy to zakończyć. A więc dlaczego tak ciężko uwolnić się z toksycznej relacji? Powodów może być tysiące... W większej grupie może przeważać obawa odrzucenia ze strony pozostałych osób, w relacjach indywidualnych - obawa przed samotnością. Właściwie na to samo wychodzi. Ale tak jak mówię - każdy przypadek jest indywidualny. Kropka.

A myśli płyną i płyną... Może jak już dopłyną, dowiem się, co właściwie chciałam Wam w tym poście przekazać. Hmm... O! Już się zbliżają... Niestety, negatywne.
Zastanawia mnie, dlaczego w codziennym życiu często spotyka nas tyle złości, negatywnych emocji, które nawarstwiają kolejne przykrości i zmartwienia. Tworzone przez innych lub też przez nas samych. To raczej nie ma większego znaczenia. Chociaż... Może i ma. Może nawet zasadnicze. Bo właściwie te tworzone przez innych, załóżmy naszych bliskich, potrafią zranić bardziej. Przynajmniej tak mi się wydaje. Te, które sami kreujemy może można jeszcze jakoś stlumić, dojść do wniosku, że tak naprawdę nie ma czym się przejmować. A jak usłyszymy krytykę od kogoś bliskiego - boli, i to jak. Bo jakie to uczucie, gdy co chwilę słyszysz, że to zrobiłeś źle, tamto mogłeś poprawić, to zepsułeś, tego nie zrobiłeś w ogóle. Tak rodzi się przekonane o samym sobie, że już do niczego się nie nadajemy. A przecież wcale tak nie jest. Z drugiej strony, można przyjąć tę krytykę (oczywiście jeśli jest ona wyrażona konstruktywnie) za poradę. Czyjeś słowa dają czasami dużo do myślenia. Ważne jest, żeby nie ulec emocjom, nie dopuścić do siebie negatywnych myśli, tylko całą sprawę na spokojnie przeanalizować. Samokrytyka, powiedziałabym, jest nawet w pewnym sensie porządana. Pozwala nam zrozumieć swój błąd, potrafi zmobilizować (teraz zrobiłem coś źle, to następnym razem bardziej się postaram), wywołuje refleksję na temat swoich czynów. A kiedy dojdziemy do wniosku, że może rzeczywiście nie do końca dobrze postąpiliśmy, trzeba umieć przyznać się do błędu, co też często sprawia niemałe problemy. Przyznanie się do błędu jest o tyle uciążliwe, jeśli ktoś nie potrafi okazać słabości. Czasami wynika to po prostu ze zwyczajnego braku umiejętności przyznania komuś racji. Chociaż wiemy, że druga osoba ma rację, nadal będziemy się upierać przy swoim. Dlaczego tak jest? Po prostu - nie chcemy pokazać, że też zdarza nam się pomylić. Gramy twardych, nieskazitelnych, nienaruszalnych. Tylko po co? Czasami trzeba pokazać słabość, wyżalić się, pokazać światu swoje myśli. Tylko pamiętajcie, żeby przy wyrzucaniu z siebie negatywnych emocji nie ranić nikogo innego. Często zdarza się, że będąc złym na jedną osobę, wyżywamy się na drugiej, chociaż to nie ona dała nam powód do złości, nic nie zawiniła. Wiem, że to bardzo, bardzo trudne, ale przy oczyszczaniu umysłu z negatywnych przeżyć, doznań najlepiej zachować spokój. To jest ogromna sztuka, ale do wyuczenia. Tak samo jak przy samej sytuacji, w której jesteśmy źli. Wtedy co pierwsze przychodzi do głowy? Wyżycie się na czymś. Uderzanie pięściami o ścianę, rzucanie przedmiotami, ranienie się poprzez cięcie lub bicie itp.. I wszyscy jak jeden mąż twierdzą, że to rzekomo pomaga. NIE, NIE I JESZCZE RAZ NIE. W żadnym wypadku nie należy tak postępować. To, że niby "pomaga", to nic innego jak złudzenie. Wmówiliśmy sobie, że przez to czujemy się lepiej. A tak naprawdę ten sposób "radzenia sobie" ze złością tylko pogłębia złość, ponieważ uwalnia kolejne negatywne emocje. Najlepszym sposobem jest opanowanie, wyciszenie się. Samotny spacer w piękne miejsce, które zmieni nasze nastawienie do aktualnych problemów, zmartwień, powodów do złości potrafi zdziałać cuda, uwierzcie. Bo jak się złościć w miejscu, które aż prosi się o pozytywne myślenie? W Waszym otoczeniu taka przestrzeń z pewnością się znajdzie. Może to banalne, ale długie spacery pozwalają na oczyszczenie umysłu, pomagają postawić sprawy w jaśniejszym świetne. Oczywiście nie tylko podczas spacerów można dokonać tych wszytkich rzeczy, one jedynie w tym pomagają. Bo trzeba przyznać, że sztuką jest umiejętność opanowywania złości pod wpływem impulsywnej sytuacji. Ale wszystko jest do osiągnięcia, tylko trzeba nad sobą pracować.

5 komentarzy:

  1. ja kiedyś nienawidziła jedną dziewczynę, ale po długim namyśle i modlitwach by jej wybaczyć udało się wybaczyć. sztuką nie jest nienawidzieć a wybaczyć temu kto cię skrzywdził. miałam uraz też do wujka za to jak traktuje moją mamę, ale muszę zrozumieć że wujek też jest niedoskonałym człowiekiem i jeśli z moją mamą tego sami nie rozwiążą poprzez rozmowę co ja mogę. Pozdrawiam i miło widziać znów wartościowy post :)
    lomcia.hol.es

    OdpowiedzUsuń
  2. I takie podejście jest najlepsze :) więcej zrozumienia, mniej nienawiści, brawo Kochana <3
    Dziękuję bardzo za miłe słowa, pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. W ludziach jest coraz więcej zawiści i nienawiści. Niestety czasy sie zmieniają , każdy doży do tego aby być osobiście samemu szczęśliwym, nie zwracając uwagi że komuś może sprawić tym ból

    OdpowiedzUsuń
  4. Najlepiej się wyciszyć :) obserwuje i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Prawda cięcie się w ogóle nie pomaga. Szkoda się oszpecać, po dwa blizny zawsze już będą o tym przypominać.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Hearts Saver , Blogger