Problemy z rodzicami

Kto z nas ich nie ma lub nie miał... Ciągłe kłótnie, spory z rodzicami to coraz częściej codzienność. A to staje się pierwszym krokiem do poczucia niższości. To źle, tamto nie dobrze. Zamiast krytykować tylko i wyłącznie zachowanie, które im się nie spodobało, krytykują charakter. A przecież wystarczyłoby spokojnie porozmawiać i wytłumaczyć. Ale nie, oni myślą, że jak podniosą głos, to osiągną nad nami pewnego rodzaju władzę, dominację. Tylko że krzyki oznaczają słabość. Chyba jeszcze tego nie zrozumieli. Nie wiedzą też, że w ten sposób obniżają nasze poczucie własnej wartość. Bo jak można wierzyć, że coś się osiągnie, kiedy na każdym kroku nam wmawiają, że wszytko robimy źle? Tak samo z mówieniem, że nic im nie pomagamy. Ale jak możemy chcieć pomagać, gdy nawet kiedy coś pomożemy, to oni i tak później mówią, że "NIC" nie robimy? Gdy nazywają niczym naszą pomoc, to raczej nie mamy chęci, żeby nadal robić te "nic". Ale tego też nie mogą zrozumieć. 

Najgorsze jest to, że są takimi materialistami. Nie doceniają piękna, nie widzą tego, co najważniejsze. Żeby w coś uwierzyć, potrzebują konkretów, dowodów, potwierdzeń. Przestali kierować się najważniejszymi wartościami. Totalnie nie rozumieją świata dzieci. Zapominają, że kiedyś też tacy byli. Praca, dom, praca, dom. Ich życie stało się monotonne, schematyczne. A gdzie czas dla rodziny? Wydaje im się, że okazują nam miłość poprzez prezenty. A czasami w ogóle nie okazują miłości. 

Nie potrafią załatwiać swoich spraw między sobą. Mam tu na myśli kłótnie. Ile razy byliśmy świadkami ich nieporozumień? No właśnie... Nie patrzą na to, że dają zły przykład dzieciom. Dzieciom, które nie powinny tego oglądać. Jak w późniejszych latach mają wierzyć w miłość, kiedy nikt ich nie nauczył, jak powinien wyglądać prawdziwy związek? Do tego przerzucają swoją złość na wszystkich dookoła. Dziecku też się dostanie. Za co? Za nic. Nie potrafią zapanować nad emocjami, a przez to my też nie umiemy. Bardzo ciężko jest się samemu tego nauczyć. Ale ich to nie obchodzi. A wiecie co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze? To, że po tej kłótni mają takie wyrzuty sumienia, że przez kolejne kilka dni nie będą się do siebie odzywać. Oczywiście nie przyznają się do tego, że coś zrobili źle. A po tych kilku dniach milczenia, jak gdyby nigdy nic przejdą do porządku dziennego. Bez żadnego "przepraszam". I przez to każda następna kłótnia będzie coraz gorsza, bo wszystkie niewyjaśnione sprawy (a będzie ich coraz więcej) zaczną się zbierać. A to może się bardzo, bardzo źle skończyć. A jak argumenty w kłótni się skończą, przechodzą do czynów. Tylko pogratulować... Ale przecież żadne z nich nie może stracić godności i powiedzieć "przepraszam, to moja wina". Nie. Bo po co? Lepiej udawać twardego, silnego. Ale czy ich zachowanie naprawdę wskazuje na siłę? Nie wydaje mi się. Raczej brak odpowiedzialności za własne słowa. Brak dojrzałości. Zachowują się gorzej niż dzieci. A jak dziecko się wtrąci do kłótni i powie im, co o tym wszystkim myśli, to jeszcze bardziej oberwie. Tylko dlatego, że ma rację i do nich zaczyna docierać, że rzeczywiście tak jest. Ale nie mogą pozwolić na to, żeby ten "gówniarz" był mądrzejszy. Nic, tylko bić brawa. Czasami ich głupota mnie przeraża.

Często też mam wrażenie, że wszystkie problemy, które nam robią biorą się z ich dzieciństwa. Bo "za moich czasów"... Kto z nas tego nie zna? Tylko, że żyjemy w 21 wieku. Czasy się zmieniły, najwyższy czas się z tym pogodzić. To nie jest nasza wina, że ich dzieciństwo wyglądało tak, a nie inaczej. Więc nie widzę powodu, dla którego mieliby nas ograniczać tylko dlatego, że oni żyli w gorszych czasach. Ale jednak ograniczają. Niestety. Co zrobić? Jakoś musimy z tym żyć. 

Nie ma w nich tolerancji, szacunku dla inności. Związki homoseksualne uważają za "dziwactwo, chorobę", ale w czym tacy ludzie im przeszkadzają? Tak samo z religią. Ktoś ma inną wiarę niż oni, to na pewno są gorsi. Ktoś jest za inną partią polityczną, to trzeba go zwyzywać. Taka jest ich logika. Już nie wspomnę o tym, że wszystkim dookoła wypominają każdy, nawet najmniejszy błąd, a na siebie nie patrzą. Swoich błędów nie widzą. Bo są starsi, są poważnymi, dojrzałymi ludźmi i taki "gówniarz" nie ma prawa im nic złego powiedzieć. A często zdarza się, że mamy w sobie więcej dojrzałości niż oni. Im się wydaje, że dojrzałość osiąga się z wiekiem. Nie mają o tym najmniejszego pojęcia. 

Problemy z rodzicami często są początkiem depresji. Bo trzeba przyznać, że ich słowa bolą najbardziej. W końcu są osobami najbliższymi. Depresja bierze się stąd, że nie potrafią nas docenić, pochwalić. Zamiast tego wiecznie krytykują, poniżają. Wiecznie coś im nie pasuje. To ich słowa są najczęściej powodem płaczu. Dają nam do zrozumienia, że do niczego się nie nadajemy. Tak się zaczynają problemy z samooceną. W pewnym momencie mamy tego wszytkiego dość. Chcemy uciec z domu, uciec z tego świata. Nie widzą, że przez ich zachowanie zmieniamy się. Zamykamy w sobie. Czujemy się niepotrzebni. Myślimy, że bez nas będzie im lepiej. Zastanawiamy się, jaki sens ma nasze życie. Ale to oni mają problem ze sobą. Wyżywają się na nas, bo ich życie może nie wygląda tak, jakby chcieli. Tylko nie wiedzą, że to nie nasza wina. 

I żeby nie było. Oczywiście jak zawsze nie mówię tutaj o wszystkich. 

9 komentarzy:

  1. Świetny post, dużo racji :P Dobrze się czyta :)
    Zapraszam do siebie :) Obserwuję !
    https://todoynadakarolina.blogspot.com/2017/03/miosc-czyli-jak-kochac-madrze.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam 19 lat i do dzisiaj miewam gorsze dni z rodzicami, ale to normalne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To normalne, jeśli zdarzają się rzadko.
      Mnie w tym poście chodziło o sytuacje, w których kłótnie z rodzicami stają się codziennością.
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  3. Ciekawy post. Tekst: "Za moich czasów..." to chyba każdy słyszał i to był ich jedyny argument :D Ale patrząc na przestrzeni lat to sumie z grubsza mieli rację i wyrosłam na osobę z wartościami i zasadami. Nie każdy jest idealny, a rodzice chcą dla dziecka jak najlepiej i do tego ciąży na nich odpowiedzialność wychowania drugiej osoby, która tak naprawdę nie wie nic o życiu i problemach. Dopiero jak zostanie się rodzicem doceni się troskę i poświęcenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda.
      Ja napisałam o sytuacjach, kiedy w domu przeważa agresja i przemoc psychiczna. Tego nie można nazwać "robieniem dla dobra dziecka"
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Świetny post. Niestety u mnie w domu jest dokładnie tak jak opisałaś to na początku :/

    https://dagmara-delost.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Hearts Saver , Blogger